Polski potencjał idzie w cholerę
Rozmowa z Jurkiem Owsiakiem
Spadł ci kamień z serca, że Roman Giertych nie jest już i zapewne więcej nie będzie ministrem edukacji?
– Tak jak chyba cała Polska z ulgą przyjąłem fakt, że wraz z jego odejściem prawdopodobnie skończyły się w oświacie niespodziewane i niekontrolowane ruchy. Cały problem z Giertychem polegał na tym, że ministerstwo, którym kierował, traktował jak swój folwark. Trudno było jego pomysły oceniać pod względem przydatności, ponieważ to były szaleństwa: pstryk, i wyciągał z rękawa jakieś asy, które, jak mieliśmy okazję się przekonać, niczego dobrego nie przyniosły.
– Pytam o to, bo byłeś jednym z ostrzejszych krytyków Giertycha jako ministra.
– No, ale problem już nie istnieje. Nie jestem jakimś zawodowym krytykantem, publicystą, lecz człowiekiem, który reaguje, czasem dość impulsywnie, na bieżące skandale. Jak jest przekroczona bariera dźwięku, wówczas się odzywam. Moja krytyka Giertycha wynikała głównie z tego, co słyszałem od młodzieży, z którą stykam się na co dzień. Co tu dużo mówić, młodzież Giertycha nie lubiła. Ale trzeba mu oddać jakąś sprawiedliwość, choćby z racji tego, że potrafił do mnie zadzwonić i rozmawiać.
– Radził się?
– Nie, to nie to. Ale mówił na przykład: wie pan, panie Jurku, chciałbym usportowić polską młodzież, pomoże pan? Odpowiadałem: panie ministrze, my nie jesteśmy od tego, choć nauczyliśmy już ponad 6 tys. nauczycieli, jak udzielać pierwszej pomocy. A on na to tak: proszę dać nazwiska, będą medale…
– Dobre!
– Tak było! Ale myślę, że to jest młody człowiek, którego historia wciągnęła do wielkiej polityki… Dziś możemy się już z tego śmiać do woli.
– Jednak zostawił w spadku niechęć do Gombrowicza i ideę mundurków, która nie za bardzo się sprawdza.
– Mundurki nie wyjdą, to jasne, choć u podstaw tego pomysłu leżał dość szlachetny pomysł walki z agresją w szkołach. Bo rzeczywiście to, co się dzieje w polskich szkołach, chwilami przypomina horror; podobne rzeczy dzieją się zresztą w krajach europejskich. Tylko że nie da się tego załatwić mundurkami. Być może pan minister uwierzył, że rozwiązaniem będzie dyscyplina, ale wiadomo, że jak się wprowadza dyscyplinę, to skutek jest na ogół odwrotny: poszkodowani jednoczą się z oprawcami przeciwko władzy. Problem leży w czymś innym. Szkołę trzeba zmieniać powoli, a kupony od tego można odcinać po wielu latach. W tym procesie muszą uczestniczyć nauczyciele, uczniowie i rodzice. Na mundurkowe “pstryk” niczego się nie zrobi.
wiecej na link
ogłoszenia | ogłoszenia | ogłoszenia | ogłoszenia